Sunday, May 16, 2010

Mały kraj, duże wina

Zawsze myślałem, że Szwajcaria to kraj nudny, bez charakteru, neutralny w nie najlepszym tego słowa znaczeniu. A potem tu przyjechałem, rozejrzałem się…i zdania nie zmieniłem. Przynajmniej nie do końca. Jest tu owszem ładnie, czysto, cicho. Miasta są małe i wyciszone, górskie widoki malownicze, wręcz pocztówkowe, atmosfera wycofana. Gdybym szukał ucieczki, od wszystkich i wszystkiego, gdybym desperacko potrzebował azylu - postawiłbym na Szwajcarię.

Ale kraj ten ma też drugie oblicze, odważne, pełne werwy i charakteru - oblicze winiarskie. Tutejsze wina, jakby na złość całej tej neutralności i nie zabieraniu głosu urzekają szczerością i bezpośredniością. Przez ostatnie dwa dni, które spędziłem w Zurychu, spróbowałem ich około 25. Pamiętam je niemal co do jednego.

Były wśród nich orzeźwiające Rauschlingi, zaskakująco charakterne wina z Muller Thurgau (zwanego tutaj Riesling-Silvaner) i aromatyczne Chasselais. Były też szczepy bardziej międzynarodowe, gładkie i soczyste Sauvignon Blanc i zaskakująco kwasowe i tym samym nie nużące Chardonnay. Pojawiły się wreszcie wina czerwone reprezentowane przede wszystkim przez Pinot Noir we wszystkich tego szczepu wcieleniach – od ulotnych, niemal różowych Clevnerów po ciemniejsze, pachnące lasem i różami pełnokrwiste Balurburgundery. Ale to wcale nie te, swoją drogą często świetne wina wywarły na mnie największe wrażenie. Od tych wszystkich jednoszczepowców bardziej w pamięć zapadły mi szwajcarskie eksperymenty takie jak kupaż Pinot Noir z Syrach i Cabernet Cubin o wpadającej w polskie ucho nazwie Ursus ((Zweifel, 21 CHF) czy młode bo zrobione minionej jesieni wino słomkowe od tego samego producenta.

Brzmi kusząco? Niestety – w Polskich sklepach tych win nie ma i nie będzie. A to dlatego, że tutejsi producenci, pytani czy eksportują swoje butelki bez wahania i z podniesioną głową odpowiadają „Nie!” nie wykazując przy tym nawet cienia żalu.

Wniosek? Szwajcaria nie jest może krajem porywającym ale i tak warto się tu wybrać. Po wino.

ENGLISH VERSION

6 comments:

TomaszJ said...

Zachęciłeś do winnej wizyty w Szwajcarii, bez dwóch zdań! Zwłaszcza tą niechęcią lokalnych winiarzy do eksportu miejscowych trunków gdzieś dalej - trudno o lepszy pretekst do wybrania się gdzieś dalej tylko po to, by spróbować wina.

25 win / 2 dni - dobra średnia :-)

Wojtasso said...

Witam,

Szwajcaria robi świetne wina białe, szczególnie polecałbym wybranie się do jej Francuskiej części np. kanton Vaud, gdzie mieszkałem przez 2 lata.
Na prawdę bardzo dobre wina, przyjemnie komponujące się z tutejszą kuchnią obfitującą w różne rodzaje serów oraz świetna mineralnośc i świeżość płynąca z naturalnego usytuowania.

Pozdrawiam serdecznie,
Wojtek

Czako said...

Pozdrawiam, właśnie z Vaud, z niejakiego Montreux. Spodziewałem się tu dobrych win białych i rzeczywiście - dzisiejsza degustacja kilku Chasselais spełniła oczekiwania. A przy okazji dałem się zaskoczyć winom czerwonym - kupażom Pinot Noir, Merlot, Syrah. Aromatyczne, pełne smaku ale nie ciężkie - wszystkie poniżej 13% alk. Po Szwajcarii bujam się co końca tygodnia więc o tutejszych winach z pewnością jeszcze będę pisał - jeśli nie stąd (program jest napięty) to po powrocie.

Tomek - dzisiaj przybyło kolejnych 10. I co najlepsze ze ilością idzie jakość.

Wojtasso said...

"Pozdrawiam, właśnie z Vaud, z niejakiego Montreux. "

Koniecznie odwiedź Aigle małą wioseczkę mają tam świetne wina, nie pamiętam dokładnie ale chyba też mają niezłe sklepy;)

A jak masz ochotę na niezłe winko już typowo w górach to Leysin na prawdę warto, często można zdegustować tam lokalne produkty i wina a właściciele chętnie się nimi dzielą;)

Ewa said...

Pieknie opisane walory Szwajcarii - niewiele slow a tak wiele tresci! Faktycznie wina Szwajcarii sa malo znane, nie tylko w Polsce ale i w Europie. Szkockie czy irlandzkie sklepy wlasciwie nigdy o tych winach nie slyszaly - przynajmniej te, ktore ja odwiedzilam. Tak sie dobrze sklada dla producentow szwajcarskich win, ze nie maja oni potrzeby eksportowania swoich win - cala produkcja sprzedaje sie lokalnie i to bardzo dobrze! osobiscie znam kilku producentow (we francuskojezycznym kantonie Valais w ktorym mieszkam), ktorzy narzekaja na nadmiar zamowien na swoj towar i zanim jeszcze zacznie sie sezon winobrania oni juz "sprzedali" cala produkcje tegorocznych win.

Moje ulubione to Malvoisie, Johanisberg i oczywiscie Heida.

mam nadzieje, ze brak polskich znakow nie sprawi, ze stanie sie mniej czytalna :o)

W miedzyczasie zachecam do odwiedzenia jedynego w swoim rodzaju wortalu dobrou wina do potrawy posiadajacego rowniez jedyny w swoim rodzaju slownik terminow winiarskich w jezyku polskim

www.jakiewino.pl

Serdecznie pozdrawiam i gratuluje fantastycznego blog'u

Ewa

Czako said...

To co tu napisałem to ledwie pierwsze wrażenie. Kolejne dni spędzone w Szwajcarii otworzyły mi oczy na jakość i klasę tamtejszych win. A niektóre merloty, których spróbowałem w Ticino równać się mogą z najwspanialszymi prawobrzeżni Bordeaux. Kiedyś o tym napiszę.

Na Twoją stronę zajrzę, a jakże.