Thursday, March 13, 2008

1 wieczór, 4 wina, 6 znajomych

W miniony już parę dni temu weekend wpadło do mnie parę osób i uzbierało się kilka butelek. Moje wąchanie, mieszanie, siorbanie i zapisywanie uwag stało się przyczyną ogólnej wesołości ale jak to napisał w lutowym Magazynie Wino Marek Bieńczyk „my, miłośnicy wina, cholerne czubki, pieprzeni winomani, skazaliśmy się na hecę”.

A same wina cóż...wybierane bez ładu i składu, pite też bez jakiegokolwiek sensownego porządku.

Zaczęliśmy od argentyńskiego cabernet sauvignon Trapiche z 2006 roku.

Wino o świeżym, owocowym zapachu z nutami malin i zielonej papryki. W ustach wysoka kwasowość i finisz z wyraźnymi suchymi taninami. Całkiem poprawne zwłaszcza jak na swoją cenę – 26 zł.

Drugi w kolejce był merlot Woodhaven z Kalifornii. Rocznik 2005.



Tym razem bardzo ciekawy nos. Duszący, dymny z wyraźną nutą suszonych śliwek i czymś przypominającym lukrecję. W ustach za mało kwasowości za to przyjemne, nie agresywne taniny na końcu. Ogólnie zapach dość ekstrawagancki ale wino jako całość mnie nie przekonało. Cena – 20zł


Jako trzecie otworzyliśmy wino z Doliny Rodanu – Les Combes Saint-Sauveur Cuvee Speciale Millesime 2006. Wino z południa doliny więc prawdopodobnie Grenache.






W nosie delikatne, wyraźnie słodkie z lekkim aromatem wiśni. W ustach mało ciała za to dużo kwasu i pikantny finisz. To właśnie ta butelka wzbudziła chyba największy entuzjazm zebranych. Może to przez tą świeżość? Mnie nie przekonało. Nawet po kilku dniach wietrzenia wciąż mocno kwaśne i wręcz ostre. Za to butelka najładniejsza i cena nie wysoka – jakieś 25 zł.

Chociaż w głowach już mocno szumiało wyrwaliśmy korek z ostatniej butelki. Tym razem wróciliśmy do Kalifornii na zinfandela – Robert Mondavi Woodbridge rocznik 2005




Nos jagodowy z ziołowymi i drewnianymi elementami. Usta wyważone ale zdcydowane Umiarkowana kwasowość i bardzo ciekawy, wyraźnie orzechowy finisz z mocną nutąbiałego pieprzu. To mój drugi zin w życiu i nabrałem po nim ochoty na więcej win z tego szczepu. Tu cena 35 zł.

I tak skończyło się wino, skończył się wieczór a zostało to co wyżej napisane. Żadne z win nie było słabe, żadne też nie było wielkie. Gdyby wziąć z każdego po jednej cesze powstałoby wino wyśmienite. Coś z równie ciekawym aromatem jak Woodhaven, intensywnością Trapiche, świeżością Les Combes Saint-Sauveur i wrażeniami smakowymi Woodbridge. Takiego wina szukam. A z wieczoru wniosek płynie jeden wniosek. Jak pić to w dobrym towarzystwie. Wtedy nawet cienkie wino smakuje lepiej.

2 comments:

Marta M. said...

Czako,
To samo czeka mnie jutro. Już nie mogę się doczekać publicznego siorbania :)

Wielkie dzięki za polecanego linka. Pozdrawiam.
Marta M.

kejsper said...

Mi jak zwykle najlepiej podeszlo Cotes du Rhone, tak jak wspominalem wczesniej - pilem jakies 4 wina z tamtego miejsca i nigdy sie nie zawiodlem...ostatniej butelki kompletnie jednak nie pamietam ;)